Na gruncie rozpatrywanych przez sądy karne spraw z tytułu błędu medycznego często przewija się zagadnienie zakazu wykonywania zawodu. Otóż faktycznie sąd posiada takie uprawnienie względem oskarżonego i może na wiele lat (nawet do 15) pozbawić medyka podstawowego źródła zarobkowania i zakazać wykonywania zawodu lekarza.

doctor-1010904_640Nie znaczy to jednak, że sąd ma w tym zakresie pełną dowolność. W wielu przypadkach okoliczności sprawy nie będą dawały podstaw do aż tak surowego karania lekarza.

Wertując orzecznictwo na potrzeby jednej z prowadzonych przeze mnie spraw, trafiłem na ciekawe opracowanie wyroku w którym lekarz powziął informację, że pacjent został zakażony gronkowcem metycylinoodpornym (MRSA).

Sęk w tym, że lekarz dowiedział się o zakażeniu już po wypisie pacjenta ze szpitala i nie poinformował o tym pacjenta. Pacjent zmarł, śmierć została bezpośrednio spowodowana przez zakażenie.

Prokurator postawił lekarzowi zarzut narażenia pacjenta na utratę życia (więcej o tym przestępstwie przeczytasz we wpisie o osobliwym tytule „Skutki picia płynu do chłodnic samochodowych, a narażenie pacjenta na niebezpieczeństwo„). Sąd karny uznał winę lekarza i oprócz kary pozbawienia wolności w zawieszeniu orzekł zakaz wykonywania zawodu lekarza. W ocenie sądu (słusznej zresztą) lekarz zobowiązany był poinformować pacjenta o zakażeniu i umożliwić podjęcie leczenia.

Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego, który potwierdził winę lekarza i utrzymał „zawiasy”. Uchylono jednak zakaz wykonywania zawodu.

Dlaczego, skoro wina była ewidentna?

Otóż Sąd Najwyższy ocenił, że w dotychczasowej karierze zawodowej lekarz zachowywał się nienagannie. Ponadto za istotne uznano, że wysoka wiedza specjalistyczna i doświadczenie lekarza może przydać się innym pacjentom w przyszłości.

Przesłanką przemawiającą za uchyleniem zakazu wykonywania zawodu była także postawa lekarza po popełnieniu oczywistego błędu. Jak zapewne widzisz, takie okoliczności mają kolosalny wpływ na końcowy efekt procesu karnego. Mogą uchronić przed czasową utratą uprawnień zawodowych. Wiele zatem zależy od przyjętej strategii procesowej.

 

sąd skazał lekarza na

Czy NFZ będzie bardziej łaskawy dla świadczeniodawców?

Michał Grabiec        12 maja 2016        Komentarze (3)

Jakiś czas temu na portalu RynekZdrowia.pl pojawił się artykuł dotycząc rzekomych zmian w zasadach przeprowadzania kontroli u świadczeniodawców przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Nowy prezes Funduszu zapowiedział, że „kontrole mają być krótsze i bardziej prewencyjne”.

nfz_logo_A_kolor-625x238Jest to ciekawe i w gruncie rzeczy innowacyjne podejście do tego wycinka działalności NFZ. Dotychczas pojawienie się kontrolerów u lekarza, pielęgniarki czy w podmiocie leczniczym zapowiadało szukanie (nierzadko na siłę) uchybień mogących skutkować nałożeniem kary umownej lub wezwaniem do zwrotu nienależnie pobranych świadczeń.

Gra była warta świeczki, gdyż z tego procederu Fundusz poważnie zasilał de facto swój budżet, dysponując odzyskanymi środkami na nowe świadczenia opieki zdrowotnej. Brzmi to kuriozalnie, ale faktycznie tak wyglądała rzeczywistość.

Czy tak już nie będzie i Fundusz wejdzie w rolę dobrotliwego pasterza troskliwie dbającego o dobrostan swoich owieczek? Może tak, może nie. Istnieje duże ryzyko, że spadek wpływów z „odzyskanych” środków sprawi, że NFZ zrewiduje swoje stanowisko i ponownie wejdzie w buty złego szeryfa szukającego kosztownych błędów.

Obecnie prowadzę dla świadczeniodawcy (nzoz-u) postępowanie w którym są pewne elementy pozwalające pozytywnie patrzeć w przyszłość, jednak szykuje się ciężka walka z NFZ. Zobaczymy.

Prawdziwa sprawa, która była rozpatrywana przez wymiar sprawiedliwości. Pacjent będący osadzonym w zakładzie karnym z nieznanej dla mnie motywacji spożył płyn do chłodnic –  stosowane niekiedy jako napój wyskokowy borygo. Pacjentem zaopiekowała się lekarka szpitala więziennego, która podejrzewała, zatrucie glikolem etylowym znajdującym się w spożytym płynie do chłodnic. Pomimo podjęcia pewnych czynności medycznych pacjent zmarł.

jar-158897_640Prokurator oskarżył lekarkę, że zaniechała niezwłocznego wykonania badań równowagi kwasowo – zasadowej krwi w celu potwierdzenia postawionej diagnozy, podania środka detoksykacyjnego w postaci alkoholu etylowego oraz niezwłocznego przekazania pacjenta do specjalistycznej placówki służby zdrowia”.

Innymi słowy, zdaniem prokuratora pacjent powinien zostać niezwłocznie przebadany, odtruty i przekazany do bardziej kompetentnego szpitala. Lekarce postawiono zarzut narażenia pacjenta na nieumyślne, bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Po przeprowadzeniu procesu, sądy dwóch instancji uniewinniły lekarkę od zarzucanego czynu, co nie zadowoliło prokuratora, który złożył kasację do Sądu Najwyższego. Sąd Najwyższy oddalił kasację, pomimo tego, że lekarka nie zachowała się zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej. Dlaczego?

W tej sprawie istotny był moment w którym pacjent trafił pod opiekę pani doktor. Ustalono bowiem, że pacjent spożywał borygo co najmniej 10 godzin przed pierwszą diagnozą lekarską. Natomiast realną pomoc pacjent mógłby uzyskać, gdyby trafił pod skrzydła lekarza przed upływem dwóch godzin od spożycia. Po upływie 10 godzin od przyjęcia trunku zmiany patologiczne w narządach wewnętrznych, a przede wszystkim w ośrodkowym układzie nerwowym więźnia były na tyle zaawansowane, że nie istniała realna szansa na uratowanie jego życia.

Ilość toksyny w organizmie nie pozwalała podjąć skutecznego leczenia. Opinię właśnie w takim duchu wydali powołani w sprawie biegli, którzy stwierdzili, że nie było możliwe odtrucie pacjenta.

Jest to dość skrajny przypadek, ale wskazuje na mechanizm prawny panujący w przypadku możliwości skazania sprawcy (lekarza) za przestępstwo narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu„.

Nawet błąd lekarski, który został w tym przypadku popełniony nie skutkował skazaniem w procesie karnym. Inaczej sytuacja wyglądałaby jeżeli istniałaby możliwość poprawy stanu zdrowia pacjenta. Wówczas obrońca musiałby podjąć inną decyzję co do podjętej strategii obrony swojego klienta – lekarza.

Natomiast w tej sprawie uzyskano prawomocny wyrok uniewinniający.

Dzień dobry, chciałbym przejrzeć akta swojej sprawy

Michał Grabiec        09 maja 2016        Komentarze (3)

Wielu lekarzy traktuje toczące się w ich sprawie postępowanie karne jako coś abstrakcyjnego i tak kuriozalnego  jak proces Józefa K. w powieści Franza Kafki. Sprawa sprawą, ja nie będę się zbyt angażował to może o mnie zapomną. Nic bardziej mylnego. Najprawdopodobniej nie zapomną i może skończyć się aktem oskarżenia.

males-1002779_640Co zatem robić? Najrozsądniej od razu przejść do kontrataku i aktywnie uczestniczyć w procesie karnym.

W postępowaniu przygotowawczym (jeżeli nie zachodzi potrzeba zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania lub ochrony ważnego interesu państwa) podejrzanemu i jego obrońcy można udostępnić akta do wglądu, umożliwić sporządzanie odpisów lub kopii.

Dzięki temu od razu można wiedzieć na czym się stoi i w jakim kierunku zmierza proces karny. Można przeczytać protokół z przesłuchania świadków i zobaczyć jakie elementy ciekawią prokuratora.  Na odmowę udostępnienia akt przysługuje zażalenie.

Podejrzany może zatem składać wnioski dowodowe (przesłuchanie korzystnych z punktu widzenia obrony świadków) lub wskazywać jakie okoliczności sprawy powinien uwzględnić w opinii lekarskiej biegły. Lekarz może także wyjaśniać jakie okoliczności przemawiały za taką czy inną decyzją. W każdym momencie możliwe jest złożenie oświadczenia stanowiącego odniesienie się do już przeprowadzonych dowodów.

Aktywność w procesie może się tym bardziej opłacić, że dzisiaj media obiegła wiadomość o utworzeniu specjalnych jednostek przy Prokuraturach Okręgowych i Regionalnych. Komórki te będą specjalizować się w ściganiu błędów medycznych. Wygląda na to, że naprzeciw lekarzy staną przeciwnicy wagi ciężkiej.  Jak wiadomo, na wojnę lepiej iść należycie uzbrojonym.

Ujawnienie tajemnicy lekarskiej w toku procesu lub innego postępowania

Michał Grabiec        08 maja 2016        Komentarze (0)

Lekarze coraz częściej zeznają w różnych kategoriach postępowań w sprawach dotyczących błędów medycznych. Zdarza się, że nie są osobami bezpośrednio zainteresowanymi wynikiem w sprawie (nie są pozwanymi, obwinionymi lub oskarżonymi), ale występują w charakterze świadków. Pełnomocnik, obrońca, sąd i prokurator zadają lekarzowi pytania dotyczące procesu leczenia pacjenta, chcąc ustalić czy wszystkie czynności medyczne zostały wykonane prawidłowo. Lekarze natomiast odpowiadają na te pytania.

Wydawać by się mogło, że nic nie stoi temu na przeszkodzie, w końcu stają przed sądem, przed którym nie powinno się ukrywać posiadanej wiedzy. Otóż nic bardziej mylnego.

cichoLekarz stając przed sądem cywilnym nie powinien ujawniać tajemnicy zawodowej, której powiernikiem stał się w trakcie udzielania pomocy medycznej. W trakcie zwykłego postępowania cywilnego, lekarz nie może bez zastanowienia opowiadać o szczegółach związanych z leczeniem. Najpierw powinien zapytać pacjenta o zgodę na ujawnienie tajemnicy lekarskiej. Najbezpieczniej dla lekarza jeżeli taka zgoda będzie miała formę pisemną lub zostanie odnotowana w protokole rozprawy.

Jeżeli natomiast lekarz występuje w procesie w charakterze strony (pozwanego), wówczas dla własnej obrony może taką tajemnicę ujawnić bez uzyskiwania na to zgody. Bez tego nie mógłby podjąć walki o przeforsowanie swojego stanowiska w procesie.

Jednak w sprawie innego podmiotu (szpitala), lekarz powinien w pierwszej kolejności postarać się o zwolnienie z tajemnicy zawodowej (przez pacjenta lub jego przedstawiciela ustawowego).

Postępowanie przed sądem cywilnym tym różni się od trybu dyscyplinarnego czy przed wojewódzką komisją ds. orzekania o zdarzeniach medycznych, że lekarz nie jest z urzędu zwolniony z obowiązku zachowania tajemnicy. Z kolei w procesie karnym to sąd może zwolnić lekarza z obowiązku zachowania tajemnicy zawodowej. Sąd nie ma natomiast takiego uprawnienia w sprawie cywilnej.

W przypadku bezprawnego ujawnienia w procesie cywilnym informacji objętych tajemnicą, pacjent może skierować do sądu pozew o zadośćuczynienie za naruszenie prawa pacjenta. W przypadku przegranej, lekarz zapłaci pacjentowi stosowne zadośćuczynienie.

Co ważne, na podstawie przepisów Kodeksu karnego, lekarz ujawniający informację, z którą zapoznał się w związku z  wykonywaną pracą popełnia przestępstwo i podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Nieuprawnione ujawnienie tajemnicy zawodowej może także stanowić przewinienie zawodowe i skutkować wszczęciem postępowania z tytułu odpowiedzialności zawodowej.

Tematu związanego z naruszeniem tajemnicy zawodowej wcale nie byłoby, gdyby personel medyczny lepiej znał swoje prawne obowiązki związane z procesem leczenia. Można być zatem znakomitym chirurgiem, ginekologiem czy internistą nie znając równocześnie podstaw prawnych związanych z wykonywanym zawodem i ujawnianiem tajemnicy lekarskiej.